20 sierpień, 2008 — mistykus
Światłem nadziei w słońcu pisanego dnia,
Igraszką szybującego orła w bieli.
ożywam na nowo.
Źrenicą sytą barw osobnych,
igielnikiem przekłute brzaskiem rzęsy,
tulą do siebie skrępowane widoki.
Smutna myśl czepi czystą wiarę,
rozdmuchując starcze spróchniałe dni.
Przeszkodą jedynie miraż śmierci,
skazy małej, pokornej wobec klombu zieleni.
Schronieniem szelest listowia,
pieśni przemiany w porze kamieni.
Trwam wpatrując się w nowe bieguny pożóg,
Tęczą przymierza oświetlonych szarych oczu.
siecią lśnienia, jesienią, zapachem,
spędzam chłód mokrego deszczu.
Kroplami barykaduję resztki woli,
odnajdując zaklęcie i sposób.
Kręgiem tych widziadeł, ściskam skałę strachu
kruszeje w oplocie korzenia, mych dłoni.
W piersi dygocze berło, wrażliwa kotwica,
dawna ufność mych pradziadów Polan,
styk wierności,
nadzieja zawarta w nasionach słowa.
Tak zostawię, ziarna a nie piasek…
Marek Jakub Bliźniak