Każdy z nas na pewno przeżył w swoim życiu burzę. Chmury gnane przez wicher, siekający deszcz rozdzierany przez macki żylastych błyskawic by następnie wstrząsnąć rykiem ogłuszającego grzmotu gwałtownie parującej wody. Każdy z nas na pewno poczuł dreszcz strachu i emocji ogromu zjawiska. Nie wolno nam jednak lekceważyć tych gwałtownych wodospadów elektronowych przelewających się między niebem a ziemią. Piorun w czasie nie całej sekundy potrafi strzaskać gruby pień drzewa następnie zapalić to, co z niego pozostało. Mimo że wyładowania z wyglądu błysku są do siebie podobne to pioruny nie są jednakowe.
Jedne są słabe i czerwone, inne są błękitne, silne. Każdy rodzaj wyładowania jest inny -zależny od warunków, w jakich powstaje. Jedne bowiem uderzają w ziemię inne tańczą między chmurami a jeszcze inny rodzaj wędruje nawet kilkanaście kilometrów od ogniska czarnej zwalistej chmury aż poza obręb działania burzy dopiero tam znajdując ujście swej furii. W naszej szerokości geograficznej jednak najlepiej znamy pioruny krzaczaste i pojedyncze liniowe wyładowania. Istnieją jednak odmiany wyładowań, które nawet dziś trudno wytłumaczyć. Należą do nich pioruny kuliste, pioruny perełkowe i pioruny łańcuchowe. Na szczęście większość tych piorunów występuje w strefie równikowej. Jednak obserwowane ostatnio gwałtowne zmiany klimatyczne, zachwianie pór roku oraz zwiększenie podzielności rejonów suszy czy też opadów i wirów powietrznych, napawają mnie też obawą przed wystąpieniem tych zjawisk w naszym rejonie klimatycznym. Najgroźniejsze z nich to pioruny kuliste, które są tworami zmiennych pól wirujących w postaci żółtych lub jaskrawo niebieskich kul. Potrafią one szybować w powietrzu jak baloniki ignorując piorunochrony i jak koty wybierają własną drogę potrafiąc wpaść do wnętrza mieszkania, lub przeniknąć ścianę aby w końcu rozpłynąć się w powietrzu lub eksplodować z wielkim impetem. Pioruny perełkowe i łańcuchowe to widoczny na niebie ognisty łańcuch wielu piorunów lecących jak stado mitycznych feniksów, aby w końcu uderzyć wieloma szponami niszcząc wszystko w kręgu kilkunastu metrów. Być może i Ty, Drogi Czytelniku, będziesz świadkiem takich właśnie odmieńców elektronowych.
Źródłem piorunów – są zawsze ładunki elektryczne, gromadzone w chmurach (naelektryzowane chmury) Nagrzane masy powietrza niosąc setki ton pary przekształcają się w centra, gromadząc znaczne ładunki elektryczne. Ładunek większości chmur stanowi ujemnie naelektryzowane cząsteczki i tylko 10 % chmur ma dodatnie naładowanie.
Ujemne naładowanie mas chmur powoduje powstanie na powierzchni Ziemi ładunków dodatnich, wzmaga się pole elektromagnetyczne, w którym działają znaczne siły. W powietrzu są jony, które pod działaniem tych pól zaczynają swą gonitwę a ich efektem są lawinowe tory prądu elektrycznego. Teraz odległość między ziemią a chmurą staje się coraz mniejsza. Na zaproszenie pioruna Ziemia wysyła swe macki krótkie wstążki wpatrzone w niebo. Elektromagnetyczne pole tańcząc z rozpędza jony, które tworzą jakby kanał między ziemią a niebem. Aby w końcu ładunek chmury z siłą milionów Voltów niczym świecący wodospad spadł na wybrane przez najlepsze układy kanałów miejsce tworząc błyskawicę.
Oglądając burzę widziałeś tylko migotliwy błysk i huk, lub z bliska syk. Lecz gdybyś mógł widzieć wszystko w wielokrotnie zwolnionym tempie, zobaczyłbyś, mackę wstęgową, pierwsze zapowiedzi wstępne, drugie wyładowanie przedłużające i czyszczące kanał aż do ziemi, owocujące ostatecznym światłem błyskawicy.
Błyskawicy czyli wyładowania głównego z silnym błyskiem. Czasami w kilka sekund ładunki wyrównują swe potencjały lecąc w niebo i w ziemię tworząc migotanie i kilka uderzeń pioruna a nawet obserwowano kilkadziesiąt takich piorunów aż do zrównania bilansu elektronów. W tym roku, czyli 2009, spodziewam się dużego natłoku gwałtownych burz, więc jeśli przeczytałeś tą pracę, to z myślą i wyobraźnią, oraz respektem obserwuj to zjawisko.
Dziękuję –
Marek Jakub Bliźniak